Z Anną Janko o “Małej zagładzie”, pamięci i złu

Z ANNĄ JANKO O “MAŁEJ ZAGŁADZIE”, PAMIĘCI I ZŁU

Z jakiegoś powodu dobro radzi sobie na świecie gorzej niż zło…

 

Anna_Janko_maly

Trochę się tej książki obawiałam, myśląc, że będzie dość martyrologiczna, ale z drugiej strony poczułam się zaintrygowana nazwiskiem pani jako autorki. Obiecywało coś innego. I coś innego przeczytałam. Czy od początku wiedziała pani, jaki przybierze kształt, czy musiała pani szukać na nią pomysłu?

Anna Janko: Ja sama też się tej książki obawiałam. I także ze względu na ową martyrologię.  Ale martyrologia to tylko słowo, które się nam znudziło. A cierpienie pozostało, i się nie nudzi, a nawet rzec można – bardzo jest żywotne… Moje poprzednie książki też są o cierpieniu, choć oczywiście całkiem innego rodzaju. Tym razem napisałam o okrucieństwie wojny i dziecięcych wojennych tragediach, o złu, które leży w naturze człowieka.  Od początku wiedziałam, jakim językiem to napiszę, sama forma narracyjna przyszła mi do głowy jednak dopiero, gdy już wszystkie materiały były zebrane.

Ta książka, traktująca o ważnym momencie w losach pani matki, ale i społeczności, w której żyła, kiedy w czasie wojny Niemcy dokonali pacyfikacji wioski, opowiadana bardzo plastycznie, filmowo, przemawia również dlatego, że czytelnik ma wrażenie, jakby przysłuchiwał się, a nawet niemo współuczestniczył w rozmowie dotyczącej tamtego czasu między panią a matką, gdzie role są odwrócone. To córka (pani) opowiada matce chwile, kiedy ważyły się losy mieszkańców Soch. Czy to tylko chwyt narracyjny, czy właśnie tak powstawała?

AJ: Forma rozmowy dała mi możliwość mówienia językiem „domowym”, z pominięciem tzw. poprawności politycznej. W domu rozmawiamy o czym chcemy i mamy niezależne poglądy, możemy swoje racje nawet wykrzyczeć. I tak się dzieje w mojej opowieści. Pomysł na wspólne, matki i córki, rekonstruowanie wydarzeń jest literacki, ale przecież naprawdę musiałam przeprowadzić wiele rozmów z mamą, żeby ta książka mogła powstać.  I nie tylko z mamą, także innymi świadkami masakry, tymi niegdysiejszymi dziećmi ze wsi Sochy. To, że wiele wątków dopowiada córka ma w treści ważne uzasadnienia.

Czuła pani, że jest „winna” tę książkę swojej matce? Rodzinie? Ludziom stamtąd? Może sobie?

AJ: Tak właśnie to czułam, jako pewną powinność, nie tylko rodzinną. Bo dziś niewiele osób zna te fakty, a ostatni świadkowie odchodzą.  Są dokumenty, także filmowe, ale literackich narracji nie ma, przynajmniej nie ma wiele; ja ich nie znam. Hasło „dzieci Zamojszczyzny” kojarzymy na ogół tylko z germanizacją tych blondwłosych i niebieskookich. A reszta? A okrutne szczegóły i konteksty? Pacyfikacje, eksterminacje całych miejscowości? Jak najbardziej, jesteśmy winni tamtym ludziom pamięć.

Ma pani wrażenie, że krzywdy poprzednich pokoleń się w jakiś sposób dziedziczy? One zmieniają wymiar duchowy życia? Wpływają na losy jednostki? Rodziny? Jak u Hellingera?

AJ: Dziś to jest już pewne, że tragiczne przeżycia rodziców, nawet dziadków, mają wpływ na życie potomków. Traumy bowiem zmieniają w mózgu tzw. ścieżki neuronalne. Następuje swego rodzaju „dziedziczenie” związane ze zmianą ekspresji genów. Brzmi ciężko, ale znaczy tyle, że np. tragiczne dzieciństwo matki ma wpływ na zachowania, reakcje, samopoczucie potomstwa. Nasza świadomość nawet nie musi być o tym konkretnie poinformowana, ale przecież jest ona tylko cienką warstwą nad „głębią ducha”… Hellinger niewątpliwie o tym wie.

„Dobrzy ludzie często są tacy naiwni, że aż nie chce się stawać po ich stronie”. To zdanie z pani książki na długą chwilę zatrzymało moją uwagę, najpierw wzbudzając wewnętrzny protest, by w końcu skłonić do przemyślenia – skąd on się wziął.

AJ: No tak… To zdanie jest prowokacyjne.  Ale czy nie wydaje się pani, że nasze myślenie o dobru jest zbyt łatwe? Tymczasem dobro ma wiele twarzy. Jakże często, na  przykład, dobro jednego bywa złem drugiego (człowieka, narodu, państwa). Albo ewangeliczne odpłacanie dobrem na zło, czy nie kończy się czasami  rozmnożeniem zła i unicestwieniem tego, który był dobry? Znamy też wszyscy popularne powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, co znaczy, że się dobre nie zawsze udaje, w złe się zamienia. I tak dalej, rozprawka dla filozofów…
Myślę, że ten spontaniczny protest podczas lektury, do którego się pani przyznała, nie miałby miejsca, gdybyśmy na co dzień byli wobec dobra troszkę bardziej podejrzliwi. W mojej książce owo zdanie pada w sytuacji, gdy bohaterka, była więźniarka obozu, przebacza swoim wrogom, którzy praktycznie unikają kary. Piękne w jej indywidualnym życiowym rozrachunku, prawda?  Ale w wymiarze społecznym już nie jest to tak oczywiste.  Z jakiegoś powodu dobro radzi sobie na świecie gorzej niż zło…

Napisaną książkę zostawia pani za sobą i wraca do tzw. normalnego życia, czy nosi ją ze sobą? W przypadku poezji jest inaczej?

AJ: Normalne życie pisarza. A jest takie? Moje myśli w głowie „się piszą”. Czuję się naprawdę sobą dopiero na piśmie. Gdy chcę się dowiedzieć, co sądzę o jakiejś sprawie – biorę długopis, jakby był on przedłużeniem mojego mózgu. Czas pomiędzy książkami, to okres lęku o poprzednią i nadziei na następną. Zaś poezja, to właściwie sposób widzenia świata, pewna dyspozycja poznawcza, tego się nie da chyba odłożyć na bok.  Gdy piszę, a najczęściej to właśnie robię, mam wrażenie, że jestem najbardziej rzeczywista właśnie wtedy, że dopiero wtedy wiem, co naprawdę mi się przydarzyło i mogę to uporządkować. Choć oczywiście jestem fizyczna, jem, śpię, boli mnie, wpadam czasem w rozpacz albo złość, nawet kocham. Ale to mija, życie mija, a książki trwają w jakimś innym wymiarze.

Dziękuję za rozmowę.
Przygotowała Małgorzata Sucharska

mala_zaglada_IMAGE1_334217_5

Anna Janko
Mała Zagłada
Wydawnictwo Literackie

 

Ta książka nie jest jeszcze jedną tragiczną opowieścią rodzinną wyciągniętą z lamusa II wojny światowej. To mocna, jak najbardziej współczesna rozprawa z traumą drugiego pokolenia naznaczonego strachem. Brutalna, naturalistycznie opisana historia pacyfikacji polskiej wsi staje się w niej punktem wyjścia do przedstawienia etycznej i egzystencjalnej bezradności.
“Mała Zagłada”. Przejmująca książka o tym, że wojna nie umiera nigdy…

Książka dostępna w sieci Matras i na Matras.pl

 

Kategorie: Aktualności, Książki: nowości, zapowiedzi i recenzjeTagi: , , Dodaj do ulubionych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>