„Porucznik Stawropulos i tajemnica Lewity” – rozgrzewający kryminał na chłodne wieczory

STAWROPULOS_300dpi_rgbKryminał „Porucznik Stawropulos i tajemnica Lewity” ukazał się w listopadzie tego roku nakładem Poradni K w serii „Dreszcze”. Jego twórcy znani są na rynku wydawniczym od lat. Stanisław Tekieli jest pisarzem, tłumaczem, autorem kompendium wiedzy o łacinie: „Burdubasta albo skapcaniały osioł, czyli łacina dla snobów”. Adam Widmański, z wykształcenia lekarz, z zamiłowania – żeglarz, to jeden z twórców wydawnictwa W.A.B. i właściciel wydawnictwa Nautica.

 

Grupa polskich żeglarzy dopływa do greckiej wyspy Lewity, słynącej z doskonałej rodzinnej tawerny. Nocą, w drodze z tawerny na przystań, ginie bez śladu jedna z uczestniczek rejsu. Dochodzenie trafia w ręce detektywa Konstantinosa Stawropulosa, erudyty i alkoholika, zesłanego dyscyplinarnie z komendy głównej w Atenach do prowincjonalnego komisariatu na pobliskiej wyspie Nisyros. W śledztwie wspomagają go suczka Manitoba oraz sprzątaczka Sotiria, miłośniczka kryminałów i numerologii. Nie bez znaczenia okazują się polskie pochodzenie Konstantinosa i upodobanie do nauki języków obcych. Tajemnice z przeszłości uczestników wydarzeń, namiętności, zbrodnie i międzynarodowa polityka… W tle: słoneczna Grecja.

 

Rozmowa z autorami.

„Porucznika Stawropulosa i tajemnicę Lewity” napisali Panowie w duecie. Czy na etapie konceptu postanowili Panowie pisać razem, czy tak po prostu wyszło w trakcie śledztwa:)…?

AW: Stanisław napisał pierwszą wersję i poprosił mnie o konsultację głównie żeglarsko-marynistyczną, a ja się rozpędziłem z sugestiami. Kluczowy był chyba moment, w którym nieproszony dopisałem nowy początek powieści. Ku mojemu zdumieniu – Stanisław, zamiast się obruszyć, zaproponował mi spółkę. I dalej już tworzyliśmy zgodnie.

Jak przebiegała praca? Wspólne ustalanie przebiegu historii, zwrotów akcji, charakterystyka postaci bohaterów kryminalnej intrygi… A może każdy z Panów był odpowiedzialny za inny aspekt książki?

AW: Stanisław nadał główne kierunki fabule, a ja jako „dochodzący” starałem się w tych kierunkach podążać, najwyżej wprowadzałem nowe wątki i postaci.

ST: Parę rzeczy wstawiliśmy po wspólnej naradzie. Najtrudniej było chyba z wyborem tytułu.

Dlaczego tłem kryminalnych wydarzeń jest Grecja?

ST: Tam po prostu wymyśliliśmy tę historię, pływając jachtem Adama po wyspach, o których piszemy. Sceneria Dodekanezu, a także niektóre sceny z portów itp., miały miejsce w rzeczywistości, choć te ostatnie mocno poprzerabialiśmy.

Wydaje się, że osadzenie intrygi w greckich i żeglarskich realiach wymagało godzin sprawdzania, weryfikowania, próbowania, a może trzeba było doświadczyć wszystkiego na własnej skórze?

ST: Adam wziął na siebie zadanie sprawdzania szczegółów żeglarskich i dotyczących rzeczywistości greckiej. Jest kapitanem jachtowym, prowadzi od kilku lat rejsy po Morzu Egejskim i na innych wodach świata. Ja miałem przyjemność spędzić łącznie 4 tygodnie na prowadzonych przez niego łódkach, ale nie czuję się jeszcze żeglarzem, raczej pasażerem.

AW: Tropienie szczegółów wynikało z przekonania, że powieść sensacyjna musi być dobrze osadzona w realiach, więc jeśli piszemy, że główny bohater wsiadł na prom o określonej godzinie, określonego dnia, to on rzeczywiście na ten prom mógł wtedy wsiąść. Chodziło o to, by czytelnik poczuł, niemal zobaczył te realia, które opisujemy. Tylko tak można chyba zbudować swoistą iluzję realizmu ważną w literaturze sensacyjnej.

W każdym dobrym kryminale równie ważna jak zagadka, jest postać detektywa, we współczesnej literaturze kryminalnej najczęściej faceta z problemami. Jak więc narodził się Konstantinos – wzruszająco nieporadny, zapijający smutki, ale z umysłem jak brzytwa?

ST: Powstał on właściwie z przypadku. Wiedziałem początkowo, że ma mieć psa i sprawiać wrażenie trochę nieporadnego (jak Columbo, choć to skojarzenie przyszło mi do głowy później). Nieporadność poskutkowała też chorobą alkoholową porucznika i jego kłopotami w relacjach z żoną i córką. Adam go trochę „odfajtłapił” i zbudował ciekawą sieć powiązań służbowych Stawropulosa.

„Porucznika Stawropulosa i tajemnicę Lewity” czyta się niezwykle lekko, nie tylko ze względu na okoliczności – greckie wyspy, słońce, wino, ale przede wszystkim z powodu języka, który ujmuje inteligentnym dowcipem, delikatną złośliwością, nie ma tu śmiertelnej powagi, ale jest w dobrej proporcji humor. Pisanie sprawiało przyjemność?

ST: Dziękujemy. I tak, i nie. Humor wydaje się nam obu niezbędną przyprawą do narracji, może trochę różnimy się w opinii co do jego proporcji…

AW: Dla mnie współpraca ze Stanisławem była przyjemnością. Ale pisanie książki nie jest zabawą. To znaczy, mam wrażenie (z doświadczenia wydawniczego jeszcze), że jeśli autor się świetnie bawi pisząc, to czytelnik zdecydowanie gorzej czytając.

Dziękujemy z rozmowę, licząc na kontynuację przygód Stawropulosa.

 

Kategorie: Aktualności, Książki: nowości, zapowiedzi i recenzjeTagi: Dodaj do ulubionych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>